Shirley Andrews
AUSTRALIA

Liczcie nas razem. Zjednoczmy się

Walka o prawa rdzennych mieszkańców Australii

Pod koniec XVIII wieku, kiedy do wybrzeży Australii dopłynął brytyjski kapitan James Cook, mieszkało tam kilkaset tysięcy Aborygenów. Kilkadziesiąt lat później rozpoczęła się wielka kolonizacja wschodniego wybrzeża, a rdzenni mieszkańcy zostali zepchnięci w głąb lądu.

Od momentu, kiedy zdano sobie sprawę, że ich istnienie jest zagrożone – na początku XX w. liczbę krajowców oceniano na 67 tysięcy – ścierały się dwie koncepcje ich ochrony. Łagodny apartheid zakładał oddzielenie tubylców od białych oraz pozostawienie ich samym sobie. Asymilacja miała ułatwić przejście do „cywilizacji”.

Początek osadom aborygeńskim dała misyjna działalność luterańskich pastorów z Prus. Kolejne osiedla powstawały już w ramach programów rządowych. Osiedlając się, koczownicze ludy utraciły umiejętność samodzielnego funkcjonowania, uzależniając się od efektów akcji charytatywnych.

Politykę przymusowej asymilacji wprowadzono około 1909 roku. Zakładała, że czystej krwi Aborygeni nie są przystosowani do życia wraz z europejską cywilizacją. Rozwiązaniem miało być mieszanie ras. Biologicznym rodzinom odbierano dzieci. Umieszczano je w sierocińcach lub oddawano do rodzin zastępczych. Często stawały się ofiarami przemocy i molestowania seksualnego. Akcja trwała aż do 1970 roku. Objęła od 50 do 200 tysięcy dzieci, na ogół pochodzenia mieszanego.

Oderwani od korzeni, wychowywani do bycia tanią siłą roboczą, Aborygeni stopniowo tracili tożsamość. Metoda przymusowej asymilacji powodowała stany depresyjne i wymieranie całych plemion.

Australijskie społeczeństwo i kolejne rządy nie dostrzegały problemu aż do lat 60. XX wieku. Wtedy to zaczęto praktykować tzw. asymilację dobrowolną. Od 1967 r. rdzenni mieszkańcy Australii są pełnoprawnymi obywatelami kraju. Do dziś ich sytuacja ekonomiczna jest znacznie gorsza niż pozostałej ludności, występuje większe bezrobocie i alkoholizm.

Chwaliła się, że była pierwszą kobietą w Melbourne, która wsiadła do tramwaju bez pończoch. Shirley Andrews przyszła na świat w 1915 roku. Rdzenni mieszkańcy Australii figurowali wówczas w Księdze Fauny i Flory jako „stworzenia” niższej klasy, jednocześnie poddawano ich przymusowej asymilacji. Andrews walczyła o ich prawa, i czyniła to, jak podkreślała, z empatii, którą rozwinęła jako kobieta żyjąca w patriarchalnym społeczeństwie.

Wychowana przez matkę i babkę – ojciec zginął podczas pierwszej wojny światowej – podjęła studia na Uniwersytecie w Melbourne. Stypendystka wydziału nauk ścisłych, podczas studiów pracowała w szkole weterynaryjnej. Poprzez Ruch Przeciw Wojnie i Faszyzmowi (Movement Against War and Fascism), związała się z lewicą, a pod koniec drugiej wojny światowej wstąpiła do Australijskiej Partii Komunistycznej. Równocześnie uczęszczała na lekcje baletu, tańczyła z pasji, a z czasem stała się jedną z czołowych badaczek tradycyjnych tańców białych osadników.

Nazywała siebie kobietą wyzwoloną, później feministką. W latach 50. rozwój kariery zależał w dużej mierze od płci.

W australijskich gazetach ogłoszenia o pracy podzielone były na kolumny dla mężczyzn oraz dla kobiet. Andrews przeglądała wszystkie strony, pewna siebie aplikowała podpisując się inicjałami. Posadę biochemika znalazła w szpitalu psychiatrycznym Royal Park. Prowadziła tam między innymi badania nad wykorzystaniem litu w terapii depresji.

Shirley Andrews. Fot. archiwum Sue Taffe

Miała 37 lat, kiedy została sekretarzem Rady na Rzecz Praw Aborygenów (Council for Aboriginal Rights). Organizacja działała na rzecz zniesienia rasistowskiego prawodawstwa stanowego, szukając rozwiązań na poziomie państwowym.

Andrews walczyła z nierównościami, pokazując w nich brak logiki oraz podkreślając szkody, jakie czynią społeczeństwu. Pisała listy, artykuły, udzielała wywiadów, odbywała tysiące spotkań w całym kraju.

Niemal dwie dekady prowadziła kampanię, której kulminacją było utworzenie Federalnej Rady na Rzecz Postępu Aborygenów (Federal Council for Aboriginal Advancement) oraz historyczne referendum w 1967 roku.

Kampania przed referendum 1967 roku. Fot. Audiovisual Archive, Australian Institute of Aboriginal and Torres Strait Islander Studies, Canberra

„Count us together. Make us one people” (Liczcie nas razem. Zjednoczmy się) brzmiało jedno z jej haseł. 27 maja 1967 r. obywatele Australii opowiedzieli się za włączeniem Aborygenów do ogólnej liczby mieszkańców podczas spisów powszechnych. Z australijskiej konstytucji usunięto dwa zapisy, krzywdzące rdzennych mieszkańców kontynentu. Wieloletnia praca setek aktywistów spowodowała, że poparcie dla zmian wyraziło ponad 90% uprawnionych do głosowania.

Radość z sukcesu referendum, Tranby College, Sydney, 1967. Fot. Bauer Media Pty Limited

Shirley Andrews preferowała działanie „na zapleczu”. Przyjaciele wspominali, że była zbyt skromna, aby ubiegać się o przywództwo. Liderką stała się dzięki ciężkiej pracy i przekonaniu, że może coś zrobić lepiej niż większość.

Walka o prawa rdzennych mieszkańców Australii

Pod koniec XVIII wieku, kiedy do wybrzeży Australii dopłynął brytyjski kapitan James Cook, mieszkało tam kilkaset tysięcy Aborygenów. Kilkadziesiąt lat później rozpoczęła się wielka kolonizacja wschodniego wybrzeża, a rdzenni mieszkańcy zostali zepchnięci w głąb lądu.

Od momentu, kiedy zdano sobie sprawę, że ich istnienie jest zagrożone – na początku XX w. liczbę krajowców oceniano na 67 tysięcy – ścierały się dwie koncepcje ich ochrony. Łagodny apartheid zakładał oddzielenie tubylców od białych oraz pozostawienie ich samym sobie. Asymilacja miała ułatwić przejście do „cywilizacji”.

Początek osadom aborygeńskim dała misyjna działalność luterańskich pastorów z Prus. Kolejne osiedla powstawały już w ramach programów rządowych. Osiedlając się, koczownicze ludy utraciły umiejętność samodzielnego funkcjonowania, uzależniając się od efektów akcji charytatywnych.

Politykę przymusowej asymilacji wprowadzono około 1909 roku. Zakładała, że czystej krwi Aborygeni nie są przystosowani do życia wraz z europejską cywilizacją. Rozwiązaniem miało być mieszanie ras. Biologicznym rodzinom odbierano dzieci. Umieszczano je w sierocińcach lub oddawano do rodzin zastępczych. Często stawały się ofiarami przemocy i molestowania seksualnego. Akcja trwała aż do 1970 roku. Objęła od 50 do 200 tysięcy dzieci, na ogół pochodzenia mieszanego.

Oderwani od korzeni, wychowywani do bycia tanią siłą roboczą, Aborygeni stopniowo tracili tożsamość. Metoda przymusowej asymilacji powodowała stany depresyjne i wymieranie całych plemion.

Australijskie społeczeństwo i kolejne rządy nie dostrzegały problemu aż do lat 60. XX wieku. Wtedy to zaczęto praktykować tzw. asymilację dobrowolną. Od 1967 r. rdzenni mieszkańcy Australii są pełnoprawnymi obywatelami kraju. Do dziś ich sytuacja ekonomiczna jest znacznie gorsza niż pozostałej ludności, występuje większe bezrobocie i alkoholizm.